Subskrypcja RSS

Menedżer-detektyw. Na tropie kłamstwa w sytuacjach biznesowych.

autor Administrator, opublikowano 2003-02-13

Menedżer-detektyw. Na tropie kłamstwa w sytuacjach biznesowych. Ludzie kłamią z bardzo wielu powodów: dla zysku, ze strachu, dla przyjemności a nawet z przyzwyczajenia. Wbrew ogólnej opinii nie każde kłamstwo w założeniu zawiera chęć skrzywdzenia osoby okłamywanej. Bywają kłamstwa błahe, niewinne, a nawet altruistyczne. Nie zawsze też mijanie się z prawdą powoduje negatywne skutki. Wszystkie jednak kłamstwa, głoszone w dobrej czy złej intencji, mają jedną wspólną cechę - zniekształcają obraz rzeczywistości i utrudniają podejmowanie świadomych decyzji, a więc praktycznie uniemożliwiają skuteczne zarządzanie. Dlatego też współczesny menadżer musi być w stanie zorientować się, kiedy jest okłamywany. A już w przypadku rekrutacji nowych pracowników czy tez weryfikacji już zatrudnionych umiejętność wyławiania łgarzy jest nie do przecenienia. Nic więc dziwnego, że wariograf (wykrywacz kłamstw) jest stosowany najczęściej nie, jak można by przypuszczać, przez policję i agencje wywiadowcze ale przez działy rekrutacji personelu wielkich zachodnich firm.
U nas jednak badanie wariograficzne, mimo, że nie zabronione przez obowiązujące prawo pracy, nie stało się jeszcze fetyszem specjalistów od „zarządzania zasobami ludzkimi”. Prawdopodobnie kluczowym czynnikiem zniechęcającym pracodawców jest koszt takiej operacji, wynoszący jednorazowo kilkanaście tysięcy złotych. Zdecydowanie nie jest to tania procedura weryfikacyjna, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, jakie wysuwane są przez przeciwników wariografu. Nie bez racji twierdzą oni, że już sama obiegowa nazwa spornego urządzenia - „wykrywacz kłamstw", jest myląca. Tym, co mierzy bowiem wariograf są zmiany w Autonomicznym Układzie Nerwowym (AUN) – ciśnienie krwi, elektryczne przewodnictwo skóry, temperatura skóry, zmiany tętna. Wszystkie te zmienne są oznakami napięcia emocjonalnego. Aby wykryć kłamstwo operator wariografu porównuje reakcje AUN zapisane na taśmie gdy zadawane jest kluczowe pytanie dla sprawy, w związku z którą przeprowadzane jest badanie, z reakcją badanego na pytania nieistotne. Badany zostanie uznany za kłamcę, jeżeli wykaże większą aktywność psychofizjologiczną odpowiadając na pytania istotne.
Nie byłoby problemu, gdyby istniała jedna prosta, specyficzna oznaka kłamstwa, która nigdy nie występowałaby w innych okolicznościach. Rzecz w tym, że takiej oznaki po prostu nie ma. Wariograf może nam pokazać, że przeżywana jest silna emocja. Nie powie nam jednak, jaka to jest emocja - identyczne objawy w AUN daje zarówno strach, złość, poczucie winy czy oburzenie z powodu niesłusznego posądzenia. Poza tym wykazane napięcie emocjonalne może, ale nie musi towarzyszyć kłamstwu. Niezwykle łatwo popełnić w takich warunkach tzw. błąd Otella, który wzburzenie niewinnie oskarżonej Desdemony pochopnie uznał za oznakę winy. Wbrew obiegowemu powiedzeniu, że na złodzieju czapka gore, także osoba prawdomówna może być tak poruszona samym faktem podważania jej słów, że przepadnie na badaniu wariograficznym.
Drugim potencjalnym źródłem możliwych pomyłek jest nie uwzględnianie przez bezduszną maszynę indywidualnych różnic w reakcjach emocjonalnych, nazywane przez specjalistów ryzykiem Brokawa. Niektórzy ludzie w sytuacji badania odczuwają silne emocje nawet mówiąc szczerą prawdę; niektórzy kłamcy, łgając w żywe oczy, nie przeżywają nawet niewielkiego napięcia. Jak z tego wynika – badanie wariograficzne może zarówno napiętnować niewinnego człowieka, jak i przepuścić sprawnego łgarza.
Także przyjmowanie przez badanego pewnych leków, czy specyficzna emocjonalna niewrażliwość, cechująca np. psychopatów, także przekreśli wiarygodność badania wariograficznego. W dodatku rekrutacja nowego pracownika stwarza specyficzną sytuację, przy której znacznie trudniej niż w warunkach śledztwa kryminalnego zweryfikować wyniki wykrywacza kłamstwa (kandydaci, którzy obleją test zazwyczaj nie zostają zatrudnieni, nie będzie więc można sprawdzić czy faktycznie w pracy dopuszczą się karygodnych wykroczeń). Wszystko to razem sprawia, że niezwykła popularność wykrywacza kłamstw wśród zachodnich pracodawców jest co najmniej niepokojąca. Nawet zagorzali zwolennicy stosowania wariografu w sprawach kryminalnych, w przypadku badań kwalifikacyjnych oceniają ryzyko uznania za kłamcę osoby prawdomównej na 31%! Innymi słowy pracodawcy decydujący się na tak wątpliwą procedurę weryfikacyjną, ryzykują skrzywdzeniem (czyli rezygnacją z wartościowych usług) około 1/3 badanych.
Cóż wobec tego ma zrobić menadżer, który wolałby jednak nie zatrudniać potencjalnych łgarzy? Tańszym, a czasami bardziej wiarygodnym źródłem informacji jest oparcie się na tzw behawioralnych oznakach kłamstwa, czyli innymi słowy na bezpośredniej obserwacji osoby, którą podejrzewamy o mijanie się z prawdą. Tutaj także „mądrość ludowa” ma do zaoferowania kilka gotowych i sprawdzonych doświadczeniami pokoleń recept typu „ kłamca nigdy nie spojrzy ci w oczy”, „kłamcy zawsze ręce latają”, albo „zawsze zasycha mu w ustach”. W rzeczywistości możemy jednak trafić na nieśmiałą osobę z zaburzeniami krążenia, którą zupełnie niesłusznie zaczniemy podejrzewać o nieszczerość. Aby uniknąć takich pomyłek psychologowie od lat pracują nad stworzeniem wiarygodnych kryteriów mijania się z prawdą chociaż, niestety, także i w tym przypadku nie istnieją niezawodne oznaki kłamstwa, (poza, rzecz jasna, wyraźnymi niespójnościami w zeznaniach). Żaden gest, ekspresja twarzy czy skurcz mięśnia same w sobie nie są dowodem na to, że ktoś kłamie. Mogą natomiast wskazywać na fakt, że nasz rozmówca przeżywa emocje, które nie pasują do jego wypowiedzi, albo też symuluje uczucia, których tak naprawdę wcale nie doświadcza. Tak więc tym, czego będziemy poszukiwać w przypadku oceniania wiarygodności naszego rozmówcy będą rozbieżności miedzy werbalnym komunikatem (tym, co się mówi) a emocjonalną ekspresją (tym, co się okazuje).
Emocje możemy przekazywać za pomocą słów, samego głosu, mimiki twarzy i zachowań całego ciała, a liczba istotnych sygnałów jest ogromna – znaczenie mogą mieć zarówno pauzy między wypowiadanymi słowami, jak i tembr głosu, gesty, ruchy rąk, oddychanie, zblednięcie. Na szczęście - kłamcy nie są w stanie kontrolować wszystkich tych elementów swojego zachowania, na nieszczęście - wykrywający kłamstwo wszystkich analizować. Istnieją jednak pewne obszary ludzkiej ekspresji, na które warto zwrócić baczniejszą uwagę.
Stosunkowo łatwo jest fałszować za pomocą słów – tekst można sobie wcześniej przygotować i opracować wszystkie ryzykowne szczegóły. Poza tym łatwo jest skorzystać ze sprzężenia zwrotnego – słysząc własne słowa i widząc reakcję naszego rozmówcy możemy na bieżąco dokonać subtelnych korekt. W dodatku, wbrew wszystkiemu co wcześniej zostało napisane, ludzie mają skłonność do wierzenia w to, co usłyszą. A jednak także w słowach mogą się kryć istotne wskazówki kłamstwa takie jak np. przejęzyczenia, które już Freud uznał za wyraźny objaw konfliktu emocjonalnego – jeśli kłamca bardzo się boi wykrycia lub ma wyrzuty sumienia może nieświadomie powiedzieć lub napisać coś, co go zdemaskuje. Innym godnym uwagi zachowaniem są tzw tyrady czyli mówienie zbyt dużo i zbyt emocjonalnie w stosunku do zadanego pytania, tak jakby tłumione emocje spowodowały utratę kontroli nad wypowiadanymi słowami, mogąc wręcz doprowadzić do ujawnienia demaskującej informacji. Podobnie podejrzane są zbyt obszerne odpowiedzi, wykraczające poza zakres zadanego pytania, tak jakby odpowiadający z góry chciał uprzedzić wszelkie możliwe wątpliwości pytającego. Uwagę należałoby zwrócić także na osoby nadmiernie posługujące się mową pośrednią – pokrętnymi unikami lub wymyślnymi wykrętami. Ale z wyjątkiem bezpośredniego podania jawnie fałszywej informacji wszystkie te zachowania są tylko pośrednia wskazówką kłamstwa, wymagającą potwierdzenia przez inne obserwacje.
Drugim z kolei obszarem, który tradycyjnie uważane jest za istotne źródło potwierdzenia wiarygodności naszego rozmówcy jest twarz – niezwykle ważny wyróżnik i symbol jednostki oraz główne pole ujawniania emocji. W dodatku mimika jest o wiele trudniejsza do kontrolowania niż słowa – częściowo dlatego, że nawet jeśli świadomie symulujemy pewne skurcze mięsni udając np. uśmiech aby ukryć zdenerwowanie nadal możemy mimowolnie marszczyć czoło w grymasie zatroskania. A jednak zdając sobie sprawę z wagi, jaką przywiązuje się do obserwacji twarzy wielu zdolnych kłamców poświęca dużo uwagi panowaniu nad ekspresją swojego oblicza. Warto więc pamiętać o tym, że kiedy ludzi kłamią, ich najbardziej wyraźne, widoczne ekspresje często są fałszywe. Baczniejszą uwagę należy zwracać na przelotne ślady ukrywanych emocji tzw. mikroekspresje (zmiany mimiczne trwające mniej niż 25 setnych sekundy) ujawniające ukrywaną emocję, które początkowo najłatwiej zauważyć odtwarzając sfilmowana rozmowę odtworzoną w zwolnionym tempie. Specjalne przeszkolenie pozwala jednak dostrzegać mikroekspresje także w normalnym kontakcie twarzą w twarz.
Zdecydowanie łatwiejsze do zaobserwowania dla nie wyszkolonej osoby są jednak ekspresje tłumione, czyli wyrazy mimiczne przerwane jakby w połowie, które powstają, kiedy obserwowana osoba zdaje sobie nagle sprawę, że oto zaczęła okazywać uczucia, których z takich lub innych względów nie chce ujawnić. Często w tym wypadku usiłuje pośpiesznie okazać przeciwstawną emocję aby zatrzeć niedawną wpadkę. Najczęściej przywdziewaną maską emocjonalną jest śmiech, stąd wybuchy nieuzasadnionej wesołości poprzedzane przez momenty skrywanego niepokoju lub złości stanowią dość przekonywującą poszlakę, że nasz rozmówca nie jest z nami do końca szczery.
Jeśli chodzi o mimikę ważnym źródłem informacji o potencjalnym kłamstwie mogą być trudne do świadomego kontrolowania grupy mięśni twarzy tzw. mięśnie wiarygodne. Są to, między innymi, mięśnie górnej części twarzy – czoła, brwi i powiek. Stąd zapewne bierze się powiedzenie o uśmiechu, który nie sięga oczu – pomimo świadomego wygięcia warg czoło często pozostaje napięte, brwi ściągnięte a górne powieki uniesione – oznaki strachu i zdenerwowania ukryte pod maską fałszywego uśmiechu.
Jeszcze inną wskazówką udawanej emocji jest występowanie wyraźnej asymetryczności w wyrazie twarzy – krzywy uśmiech jest faktycznie oznaką skrywanej złości. Podobnie istotny jest czas trwania danej ekspresji – wyrazy mimiczne trwające dłużej niż pięć sekund są prawdopodobnie symulowane - nawet długotrwałe, silne emocje nasza twarz wyraża serią następujących po sobie mimicznych grymasów. Nie bez przyczyny po dłuższym okresie udawanego zadowolenia bolą nas mięśnie twarzy zamrożone na dłuższy czas w jednej pozycji. Można również zwrócić uwagę na synchronizację mimiki ze słowami i gestami ciała - jeśli ktoś najpierw mówi, że jest zły, potem wali pięścią w stół a dopiero potem wykrzywia usta w wyrazie złości to zazwyczaj udaje. W przypadku autentycznej, nie kontrolowanej emocji wyraz twarzy albo wyprzedza inne sygnały emocjonalne albo jest z nimi idealnie zsynchronizowany.
Dość dobre efekty jeśli chodzi o wykrywanie potencjalnych kłamstw daje obserwacja całego ciała – wprawdzie ten kanał wyrażania emocji stosunkowo łatwo kontrolować, ale ze względu na zaabsorbowanie większości ludzi wypowiadanymi słowami i mimiką twarzy kłamcy zazwyczaj nie przywiązują należytej uwagi do mowy ciała.
Stosunkowo precyzyjną oznaką ukrywania jakieś emocji mogą być tzw. emblematy – ruchy posiadające w danej kulturze znaczenie symboliczne takie jak, na przykład, wystawiony jeden palec („odp... się”). Takimi samymi emblematami są: kiwanie głową w górę i w dół („tak”), kręcenie na boki („nie”), przyłożenie dłoni do ucha („mów głośniej”), uniesienie zaciśniętej pięści (groźba). Każda kultura ma swoje własne emblematy i postały już nawet precyzyjne słowniki tych specyficznych komunikatów. Emblematy prawie zawsze wykonywane są świadomie – z wyjątkiem przypadkowych ruchów przypominających przejęzyczenie. Dowodem na nieświadome wykonanie emblematu może być niepełny zakres ruchu np. wystawienie w górę jednego palca bez zwinięcia w pięść całej dłoni i wysunięcia ręki do przodu, a także wykonanie ruchu jakby na uboczu - większość emblematów wykonuje się niejako przed oczami obu rozmówców czyli zazwyczaj w bardzo widocznym rejonie między talią a oczami. Jeśli ktoś zacznie wystawiać w naszym kierunku palec dłoni opartej na kolanie to niemal na pewno nieświadomie wyraża swoją złość. Psychologowie uważają pomyłkowe emblematy za jedno z najbardziej wiarygodnych oznak kłamstwa – niektórzy ludzie zawsze mówią wymijająco i ogródkami, ale niemal nie ma osób, które regularnie wykonują sprzeczne z komunikatem werbalnym emblematy.
Często mylone z emblematami są ruchy ilustracyjne mające na celu podkreślanie wypowiedzi słownej, jakby zaakcentowanie słów. Do tej kategorii należą zamaszyste ruchy rąk czy wybijanie rytmu wypowiedzi za pomocą ruchów całego ciała. Nawet unoszenie brwi czy otwieranie szerzej oczu może mieć charakter ilustracyjny. Rozróżnienie między emblematami a ruchami ilustracyjnymi ma o tyle istotne znaczenie, że wiarygodną oznaką kłamstwa jest zmniejszenie nie zwiększenie ilości tych ostatnich. Ilustrujemy zwykle szczere, spontaniczne wypowiedzi, z którymi w dodatku w pełni się emocjonalnie zgadzamy – łatwo zauważyć, ze kłamstwa to tej kategorii nie należą. Aby jednak uniknąć ryzyka Brokawa (nieuwzględnienia różnic indywidualnych) musimy wcześniej dość dobrze znać podejrzaną osobę. Zakres wykonywanych ruchów ilustracyjnych zależy bowiem nie tylko od danej kultury (łgający Włoch niemal zawsze będzie więcej ilustrował niż uczciwy do szpiku kości Skandynaw) ale także od różnych typów osobowości.
Jeszcze jedną istotną kategorią ruchów ciała są tzw. manipulacje ( ruchy, w który jedna część ciała manipuluje drugą – masuje ją, drapie, ściska, głaszcze) powszechnie choć mylnie uważane za oznaki kłamstwa. Wbrew obiegowej opinii właśnie kłamcy, świadomi tej opinii, będą się starali wykonywać mniej ruchów manipulacyjnych niż niczego nie ukrywająca osoba. Zaś same manipulacje mogą wprawdzie być oznaką zakłopotania i stresu, ale równie często sygnalizują zadowolenie i rozluźnienie.
Ostatnim źródłem wskazówek kłamstwa może być sam głos. Najczęściej o fałszowaniu świadczą zbyt długie lub zbyt częste pauzy między wyrazami – kłamca potrzebuje czasu aby przypomnieć sobie wymyśloną wersję wydarzeń albo na bieżąco załatać dziury w swojej wypowiedzi. Także sama barwa głosu może zdradzać ukrywaną emocję – strach, złość, podniecenie. Na tej podstawie stosunkowo łatwo zidentyfikować fałszerstwo emocjonalne. Gorzej natomiast wyrobić sobie jednoznaczną opinię na temat kłamstwa odnoszącego się do pozaemocjonalnych faktów – podobnie, jak w przypadku zmian w AUN, brak jest jednoznacznego tonu głosu kłamcy ani dowodu na to, że dana emocja zawsze i bezwarunkowo towarzyszy mijaniu się z prawdą.
Oczywiście korzystanie z pełni możliwości jakie oferuje obserwacja behawioralnych wskazówek kłamstwa wymaga pewnego doświadczenia i specjalnego przeszkolenia. Jednak nawet laik może zdobyć stosowne kwalifikacje korzystając z literatury opisującej szczegółowo charakterystyczne emblematy czy mimiczne wyrazy emocji, a także analizując nagrane na taśmie wideo wywiady kwalifikacyjne. Wymaga to wprawdzie nieco wysiłku ale jest zdecydowanie tańsze i precyzyjniejsze niż wariograf.


Exbis - Eksperci Biznesmenom
Danuta Chyziewicz

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza, aby przeszukać stronę:

Odwiedz naszych Przyjaciół!

Polecani Przyjaciele